15 lutego 2021

Mini denko

 Witajcie :)

Znowu uzbierało mi się kilka zużyć, więc pora na mini denko. Jakoś tak fajniej mi się robi takie posty częściej, niż jak kiedyś, gdy próbowałam składować śmieci dłużej, żeby było ich więcej w jednym wpisie. Tym razem udało mi się nawet zdenkować kilka kolorowych kosmetyków.

 

1. Gosh Catchy Eyes Drama, wprawdzie nieestetycznie się zużywa, bo napisy się ścierają z opakowania, ale naprawdę daje świetny efekt, to moje już nie wiem które opakowanie i mam kolejne otwarte i dwa w zapasie, robi wszystko, czego oczekuję od tuszu: wydłuża, pogrubia i podkręca. Jest w ciągu dnia trwały, nie osypuje się, ale też łatwo go zmyć wieczorem, bo nie jest wodoodporny. Zdecydowanie polecam wypróbować, ale warto kupić go przez internet, bo stacjonarnie jest dużo droższy.

2.  Basiclab serum z retinolem 2%, na kosmetyk nie mogę powiedzieć złego słowa, bo jest to proste serum z retinolem w wysokim stężeniu, które polecam, ale jest "ale". Serum z retinolem, zwłaszcza 2% używamy na całą twarz naprawdę nie wiele, bo przy zbyt grubym nałożeniu mocniej podrażnimy cerę, do tego większość cer go nie będzie tolerować codziennie, a co drugi dzień, kosmetyk jest ważny 3 miesiące od daty otwarcia, a ma 30ml, co trudno zużyć do końca. Teraz mam serum tej samej marki o stężeniu 0,5ml i ono ma 15 ml. Chciałabym 2% właśnie w takim mniejszym opakowaniu, bo ogólnie nie lubię wyrzucać niezużytych kosmetyków, a jak to serum kosztuje 190 zł, to tym bardziej jest mi szkoda. 

3.  Lovely Sweet kissing powder HD, miałam taką małą końcówkę do zużycia i w końcu udało mi się to zrobić. Pewnie nie kupię ponownie, ale to jest całkiem dobry puder, jednak nie dla tłustych cer, bo na mojej suchej filtry i podkład nie matuje na cały dzień. Na pewno ciekawie się wyróżnia wśród innych produktów dzięki swojemu zapachowi i smakowi- tak smakowi, dopóki nie miałam takiego słodkiego pudru, to nawet nie zdawałam sobie sprawy, ile produktu ląduje w ustach, przy zwykłym pudrowaniu twarzy.


 

4. Eveline Glyco Therapy 2% z witaminą C, hmmmm tu miałam mały problem z tym produktem, bo po otwarciu okazało się, że produkt zmienił kolor na górze pipety i ten "zassany" miał ciemnopomarańczowy odcień, a w butelce był praktycznie przezroczysty. Raczej nie był wcześniej otwierany, bo był zaklejony i kupiłam go on-line. Jednak jak wiadomo, kiedy serum z witaminą c zmienia kolor, to świadczy o jej utlenieniu i nie powinno się go używać. Po prostu zużyłam go na kilka razy do posmarowania nóg, bo tak po prostu było mi szkoda wyrzucić. :D Jednak dam mu kolejną szansę i kupię ponownie, bo jest tani, jak na serum z witaminą C, ja kupiłam w promocji za około 17 zł, a  jego zwykła cena też jest poniżej 30 zł. A i od razu tłumaczę, że nie pisałam do sklepu w sprawie produktu, bo nie otworzyłam go od razu po zakupie, tylko po jakichś 2 tygodniach.

5. Cosnature krem na noc z granatem, dobry krem, teraz mam zapas innych, więc po niego ponownie nie sięgnę, ale spokojnie mogę polecić.

6. Makeup Revolution Paletka kremowych róży. Oczywiście nie zużyłam całej palety, ale miałam produkt już tak długo, że wypadało już wyrzucić. Fajnie się u mnie sprawdzała i nie wykluczam, że kupię ponownie, bo lubię kremowe róże, a ona miała kombinację ciepłych i zimnych, a często paletki są utrzymane w jednej tonacji.


 

7. Sesderma krem z retionolem 0,5% i witaminą C, niesamowicie łagodny, jak na krem z retinolem, nie spowodował żadnego podrażnienia, czy wysuszenia skóry, gdyby nie to, że tak przy okazji od tego retinolu (przy okazji, bo zaczęłam stosować retinol ze względu na przeciwzmarszczkowe właściwości, no ale w sumie ma też przeciwniespodziankowe)  zeszły mi zaskórniki z nosa, to bym chyba miała wątpliwości, czy zawiera te 0,5% retinolu :D Ten krem już dawno skończyłam używać, bo zaczęłam stosować wyższe stężenie i tak sobie u mnie poleżał, aż w końcu stwierdziłam, że pora się go pozbyć, bo skończyła się mu data ważności.

8. Revuele antyoksydacyjny krem do twarzy. Oj, kupiłam go tak przy okazji dorzucając do zamówienia on-line w Hebe, bo pierwszy raz zobaczyłam tę markę i zaskoczyła mnie niska cena, bo kosztował poniżej 10 zł. Nie kupię ponownie, bo nie sprawdziłam składu i ma bardzo dużo oleju palmowego, a on często jest nieetycznie pozyskiwany. Nie wiem, czy ta marka cokolwiek się wypowiada na temat jego źródła, jeśli coś wiecie to dajcie znać, bo chciałabym, żeby było ok. Jeśli chodzi o działanie, to jest to jeden z najlepszych kremów, jakie używałam kiedykolwiek i nie oceniam ze względu na cenę, a na działanie. Naprawdę skutecznie nawilżał i natłuszczał skórę, łagodził podrażnienia po serum z retinolem.

9.Puder Golden Rose- tutaj podobnie jak z pudrem Lovely, czyli miałam końcówkę do wykończenia. Kiedyś go lubiłam, bo nadawał się też pod oczy, ale ostatnio polubiłam pod oczy puder Hean i po Golden Rose już nie sięgnę. 

I to tyle moich zużyć, a jak wyglądają Wasze ostatnie zużycia?

19 stycznia 2021

Wiosna zimą: BI-ES BLOSSOM HILLS I BLOSSOM ORCHID

 







 

Cześć :)

Kwiatowe zapachy zimą? Dlaczego nie, ja lubię zapach kwiatów o każdej porze roku. Dziś chcę Wam zaprezentować dwa zapachy Bi-es Blossom Hills i Blossom Orchid.





 Nuty głowy:       bergamotka, cytryna, kardamon
Nuty serca:        ylang-ylang, róża, orchidea,
Nuty bazy:          kwiat pomarańczy, heliotrop

BI-ES BLOSSOM ORCHID jest dla mnie kwiatowy, ale taki ciepły i otulający. Pomimo tego, że ciepły to nie jest to słodki, czy mocno pudrowy zapach, bardziej powiedziałabym, że elegancki. Zapach też się rozwija w ciągu dnia i jest bardzo trwały. Na początku jest mocno intensywny i lekko ostro kwiatowy, drapieżny, dopiero potem wychodzi bardziej jego ciepła baza i charakter zdecydowanie odpowiadający na takie chłodne dni, jak mamy teraz. Zdecydowanie to zapach z rodzaju tych zostawiających za sobą "ogon", a na ubraniu jest wyczuwalny jeszcze na następny dzień. Zgrabne opakowanie 15ml, świetnie zmieści się do każdej nawet najmniejszej torebki, czy kieszeni. Zapach wprawdzie jest na tyle intensywny i trwały, że raczej nie ma potrzeby "dopsikiwać" się w ciągu dnia dodatkową ilością, ale jeśli traktujemy go jako bardziej wieczorowy zapach i chcemy go użyć idąc gdzieś prosto z pracy, to nadaje się świetnie, bo flakonik jest idealnie podróżny. Atomizer też działa świetnie, bez zacinania się i pryska mgiełkę bez większych kropli. Perfumy mają kolor w opakowaniu, ale tak testowo psiknęłam je na jasny materiał i można spokojnie stosować, bo nie pozostawiają śladów. 


Nuty głowy: porzeczka, bergamotka 
Nuty serca: róża, brzoskwinia
Nuty bazy: piżmo

 BI-ES BLOSSOM HILLS

Ja zanim wczytałam się w nuty zapachowe to po prostu widziałam opakowanie i wąchałam perfumy. Być może przez ten bez na kartoniku wmówiłam sobie, że perfumy czuć bzem przy pierwszym powąchaniu, ale ja naprawdę go zdecydowanie wyczuwam, być może tak dla mojego nosa pachnie połączenie porzeczki i bergamotki.  Jak sam zapach bzu troszkę się uspokaja, to czuję jeszcze owocowe nuty, ale to bez jest tutaj dominujący. To zdecydowanie lżejsze i bardziej dzienne perfumy niż wersja Orchid, chociaż równie trwałe, lecz już bez "ogona". Które ja wolę, tu moje serce jest zdecydowanie rozdarte i nie potrafię wskazać ulubieńca, bo wolę zazwyczaj takie mocne i wyraziste perfumy, jak Orchid, ale jednocześnie moim najbardziej ulubionym zapachem zawsze był i będzie zapach kwiatów bzu, więc nie potrafię wybrać, dwa uwielbiam równie mocno.



 

Przyznam, że mydło w płynie Blossom Hills mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło. Mogłoby się wydawać, że jeśli chodzi o kosmetyki, to w przypadku mydła w płynie nie będzie nic wow, a jednak okazuje się, że mydło w płynie też może być idealnym produktem.

 Opakowanie jest wygodne i praktyczne. Szata graficzna przyjemna dla oka i kosmetyk ładnie wygląda na umywalce. Jednorazowe naciśniecie pompki dozuje dość dużo produktu. Opakowanie stoi też stabilnie, zazwyczaj tą samą ręką naciskam pompkę i "zbieram" mydło i nie zdarzyło mi się, żebym przewróciła je, a niektóre takie produkty potrafią mieć zbyt smukłe kształty i nie stać tak stabilnie. Mydło jest perfumowane, tak jak perfumy z tej serii. Byłam do tego troszkę sceptyczna, bo jednak korzystając z mydła w domu, to myję dłonie również przed przygotowywaniem jedzenia i samym jedzeniem, a wtedy takie typowo perfumeryjno kwiatowe zapachy nie są zbyt miło widziane na rękach. Tymczasem z tym mydłem nie ma takiego problemu nawet w najmniejszym stopniu. Producent idealnie wymierzył moc zapachu i faktycznie myjąc ręce jest on wyczuwalny, ale nie pozostaje na dłoniach. Może jakbyśmy się mocno wwąchali, ale to naprawdę minimalny zapach. Także dla mnie to mydło świetnie sprawdza się po prostu jako takie domowe mydło, w tym do używania w kuchni. 

 

 

Ja też zazwyczaj sięgałam po mydła w kostkach, bo te w płynie często zbyt mocno wysuszały mi ręce, a to zupełnie tego nie robi. Używam je już jakiś czas, teraz w te spore mrozy je wykańczam i pomimo, że to trudny czas dla skóry, to nie zauważyłam żadnego pogorszenia jej kondycji. Nie wiem, czy ponownie sięgnę po kolejne flakoniki tych perfum, bo mam sporo innych zapachów, używam ich zamiennie i zużywanie zajmie mi dużo czasu, ale na pewno jeszcze nie raz wrócę do tego mydła w płynie, bo jest naprawdę świetne.


Znacie te zapachy? Jakie perfumy wolicie takie cięższe jak Blossom Orchid, czy lekko kwiatowo-cytrusowe jak Blosssom Hills?


Pozdrawiam :)

13 stycznia 2021

3xNIE i 2xTAK, czyli pięć minirecenzji

 


Cześć :)

Jak po Nowym roku, macie jakieś postanowienia, które chcecie spełnić?  Ja przyznam, że nigdy żadnych sobie nie ustalałam, ale też nie jestem do nich negatywnie nastawiona. Wszędzie czytam, że podobno "tylko" 20% noworocznych postanowień udaje się zrealizować, ale to moim zdaniem to aż 20%, jeszcze jak się weźmie pod uwagę, że czasami czynniki od nas niezależne przeszkodzą w realizacji, to te 20% nie brzmi tak źle :)

Dziś na blogu małe zestawienie minirecenzji. Na pierwszy ogień idzie liner jeszcze (bo kupiłam przed zmianą nazwy)  Kat Von D eyeliner - tattoo liner 

 

 

Linery w pisaku miałam kiedyś lata temu, jako nastolatka i kojarzyły mi się niefajnie, bo łatwo „zatykały” się od produktu na powiekach cieni, bazy itp. i trzeba było je co chwilę oczyszczać. Potem po długiej przerwie kupiłam tak przy okazji w jakiejś internetowej drogerii Eyeliner w pisaku Loreal i byłam zachwycona, nie zatykał się od produktów na powiece, fajnie i szybko się go używało i wystarczył mi na wiele miesięcy codziennego stosowania. Dlatego postanowiłam spróbować kolejnego eyelinera w pisaku, tym razem bardzo polecanego Tattoo Liner Kat Von D. 


 

Produkt strasznie mnie rozczarował. Gdyby nie to, że miałam go w zestawie z Sephory, tylko kupiłabym np. na Allegro, to byłabym na 100% pewna, że dostałam podróbkę. Jedynym plusem, jest głęboka czerń koloru, reszta jest dla mnie na nie, „zapycha” się strasznie i przy malowaniu jednej kreski, trzeba go kilka razy czyścić, trudno zrobić nim płynną kreskę, bo strasznie roluje się na wszelkich nierównościach powieki, do tego jak się już go nałoży, to brzydko się zachowuje w ciągu dnia i zaczyna się łuszczyć, co pierwszy raz mi się przytrafiło w przypadku eyelinera, a miewałam te naprawdę tanie jak Wibo, czy Miss Sporty i one po prostu bladły, ale nie wyglądały, jak popękany lakier na powiece. Jeszcze do plusów poza kolorem mogę zaliczyć ładne opakowanie, bo podoba mi się czcionka na kosmetykach tej marki, niestety bardzo szybko się ściera. Może ja miałam pecha i trafiłam na jakiś wadliwy produkt, ale zdecydowanie nie mogę go polecić.






Babcia Agafia Jałowcowy Żel do Stóp Ochładzający Przeciw Zmęczeniu i Obrzękom


Ten kosmetyk jakoś powoli mi się zużywało. Nie dlatego, bo był zły, tylko po prostu ja mam sporadycznie ochotę na taki chłodzący efekt, bo jednak jestem ciepłolubna. :D

 

 

Kosmetyk znajduje się w miękkiej tubce, która dobrze współpracuje z jego lekką żelową konsystencją. Wchłania się szybko i jak już wspomniałam ma działanie chłodzące. Jest ono bardzo przyjemne i nie jest zbyt mocne. Skład jest na bogato i kosmetyk zawiera sporo ekstraktów, które przy regularnym stosowaniu będą miały bardzo dobry wpływ. Do tego plusem jest jego niska cena, bo kosztuje około 6-7 zł

 

 

Organic Shop Body Mousse Burbon Vanilla


Mus do ciała znajduje się w plastikowym słoiczku, który nie jest zakręcany a tylko wieczko jest nakładane, więc trzeba uważać, bo jeśli gdzieś upadnie to się otworzy i wyleje, co dla mnie jednak jest minusem, bo wolę solidniejsze opakowania. Zapach jest zgodny z oczekiwaniami. Bardzo przyjemny, intensywnie słodko waniliowy- uwielbiam takie zapachy. To, co dla mnie jest minusem to, że kosmetyk się strasznie maże po skórze taką białą warstwą i okropnie wolno się wchłania. Mi wolne wchłanianie ogólnie zazwyczaj nie przeszkadza, bo lubię np. oleje do ciała, a wiadomo, że one wchłaniają się wolniej, ale to mazanie i trudności z rozprowadzaniem mnie na tyle zniechęciły, że chociaż nie lubię wyrzucać kosmetyków, a zazwyczaj nawet jak mi się nie sprawdziły szukam innych zastosowań, tak ten mus wyrzuciłam. Nie znalazłam dla niego żadnego innego sposobu na zużycie, bo np. do stóp był za mało nawilżający.




 

Gąbka do makijażu Wibo

Bardzo dobra gąbka, miękka i ładnie rozprowadza podkład. Niestety pije dużo podkładu, ale to ogólnie wada tej metody aplikacji i większość gąbek to robi. Ogólnie uważam, że jest bardzo fajna i porównywalna z droższymi gąbkami.

 

 

Bielenda, Make-up Academie, Pearl Base, Baza pod makijaż z efektem poprawy kolorytu

 


 

Kosmetyk bardzo pięknie się prezentuje. Jest niesamowicie fotogeniczny. Jeśli jednak chodzi o działanie to nie zauważyłam niestety żadnego. Żelowa konsystencja z perłowymi drobinkami łatwo i przyjemnie się nakłada, do tego ładnie pachnie, ale nie ma efektów poza delikatnym rozświetleniem, które i tak nawet pod lekko kryjącym podkładem, albo kremem BB znika. Sam makijaż też nie utrzymuje się na niej lepiej lub dłużej. Ogólnie lubię produkt Bielendy, ale z tą bazą nie było mi po drodze, a szkoda, bo jest tak ładna, że to jeden z tych kosmetyków, które aż chce się używać, że względu na sam wygląd. 

 

Znacie, któryś z tych produktów? Jak sprawdziły się u Was?

 

Pozdrawiam :) 

4 stycznia 2021

Jak dbać o skórę twarzy po 30 roku życia, co zmienić w pielęgnacji

 








 

Witajcie

Pielęgnację cery należy zmieniać, żeby odpowiadała na zmieniające się potrzeby skóry cały czas. Jednak takie poważniejsze przemyślenie pielęgnacji musi nastąpić, żeby nasze działania były efektywne, około 30. Wtedy to procesy naturalne naprawcze trochę zwalniają, zmienia się kilka rzeczy i różności, które skóra nam wcześniej „wybaczała” i błędy, czy zaniedbania, z którymi radziła sobie i szybko naprawiała-to niestety nie będzie w tym równie sprawna i potrzebuje trochę więcej pomocy.

 

 

Zmiany, które następują w skórze około 30 roku życia (powoli następują wcześniej, ale właśnie koło trzydziestki zaczynają być widoczne "gołym okiem")


 

1. Zmiana objętości, utrata tkanki tłuszczowej. Głównie w obrębie policzków i pod oczami. Wbrew pozorom to nie zmarszczki najbardziej dodają lat. Nie mamy przecież zazwyczaj problemu ocenić 20 latki ze zmarszczkami mimicznymi przy oczach i wiele starszej a bez nich na mniej więcej ich prawdziwy wiek. Świadcz o tym kształt twarzy. Z wiekiem skóra robi się mniej jędrna i następuje utrata tkanki tłuszczowej na twarzy. Wyostrzają się rysy, tracimy charakterystyczną dla bardzo młodych ludzi baby face, pogłębia się, lub zaczyna być widoczna dolina łez.

Po 30 zaczyna też występować utrata tkanki kostnej- również na twarzy- brzmiało to dla mnie strasznie, przyznam szczerze i bardzo poważnie, gdy pierwszy raz o tym przeczytałam, ale to normalny etap życia i nie znaczy wcale, że człowiek się zaczyna rozpadać :D

Aby to spowolnić tę utratę tkanki tłuszczowej warto stosować kremy z filtrem przeciwsłonecznym, ponieważ część tej utraty objętości jest związana z promieniowaniem słonecznym. Ważna jest też odpowiednia dieta bogata w warzywa i owoce, zdrowy tryb życia i unikanie gwałtownych wahań wagi.

Warto też używać kosmetyków z retinolem, bo długotrwale stosowany może wpłynąć pozytywnie na produkcję kolagenu i sprawić, że skóra będzie dłużej jędrna. Wiem, że niektórzy czekają, jak najdłużej z włączeniem retinolu do swojej pielęgnacji, bojąc się, czy nie są na niego za młodzi. Jednak nie ma się 

czego obawiać kosmetyków z tym dodatkiem, bo retinol na samym początku w kosmetykach od dermatologów był skierowany dla leczenia trądziku, a więc często dla młodych osób.

 

 

2. Szara cera. Skóra wraz z wiekiem przestaje być tak promienna jak wcześniej. Wynika to z wolniejszego złuszczania się i wymieniania „starych” komórek na „nowe”. U dziecka ten proces trwa 14 dni, a wraz  z wiekiem wzrasta aż zaczyna mu to zajmować 28 dni. Przez to spowolnienie produkcji nowych komórek stare się nadbudowują i nadają cerze szarego wyglądu.

Aby temu zapobiec warto włączyć do swojej pielęgnacji jakiś złuszczający kwas. Wybór jest spory, mamy kremy z kwasami, peelingi, toniki i kosmetyki do mycia skóry. Oczywiście każda skóra indywidualnie toleruje dany składnik, ale najprościej podzielić je następująco i taki podział jest dobrym początkiem do testów.

skóra tłusta-kwas salicylowym 

skóra sucha-kwasy AHA nawilżający

skóra bardzo wrażliwa kwasy PHA, które maja bardzo podobne działanie do AHA, ale są od nich łagodniejsze, więc ryzyko wysuszenia skóry, czy podrażnienia jest zminimalizowane.

 

 

3. Przebarwienia. Zarówno hiperpigmentacja po ekspozycji na słońce i przebarwienia po wypryskach, które dłużej pozostają na skórze niż u nastolatków, bo skóra już nie odnawia się i nie złuszcza w takim tempie, jak wcześniej. Najważniejsza jest więc ochrona przeciwsłoneczna i złuszczanie 

 

 

4. Sucha skóra. Skóra często z wiekiem staje się bardziej sucha , bo zmniejsza się produkcja kwasu hialuronowego, który zatrzymuje wodę w niej, zmniejsza się też ilość sebum produkowanego przez skórę. Nawet jeśli wcześniej skóra radziła sobie dobrze nawet bez ozywania nawilżających kosmetyków. To teraz braku nawilżenia z zewnątrz już nie wybaczy. Trzeba też uważać na produkty do mycia, ten dotąd stosowany może już okazać się zbyt silny i pora zamienić go na coś delikatniejszego. Można też spróbować zmniejszyć częstotliwość mycia twarzy z 2 razy dziennie naraz dziennie wieczorem. 

 

 

5. Trądzik. Trądzik u dorosłych kobiet jest niestety coraz bardziej popularny, również u tych, które nie miały tego problemu nawet w okresie burzy hormonalnej podczas dorastania. Często jest to trądzik hormonalny- w wyniku hormonalnej antykoncepcji, ciąży, laktacji, a nawet stresu, który może wpływać na hormony, a one na produkcję sebum, co może w konsekwencji wywołać trądzik. Ważna jest też zdrowa i odpowiednia dieta, bo nietolerancje pokarmowe, które mogą pojawić się w każdym wieku również mogą wpływać na cerę. Około 20 roku życia zanika laktaza, więc mleko może stać się problemem i w przypadku zmian na twarzy warto na jakiś czas wykluczyć nabiał z diety i zobaczyć, czy nastąpi poprawa. Do tego skóra z wiekiem jest bardziej podatna na podrażnienia, więc to, co pomagało na trądzik wcześniej, czy jakieś serie przeciwtrądzikowych kosmetyków skierowane typowo dla nastolatków mogą się niestety nie sprawdzić. Dobrze jest więc wykonać dodatkowe badania i zasięgnąć porady dermatologa.

Czasami można mieć „szczęście w nieszczęściu” i przyczyna trądziku po 30 może być tak prozaiczna i łatwa do usunięcia, że chcąc jak najlepiej zadbać o cerę stosujemy jak najwięcej kosmetyków, często je zmieniamy- nie patrząc przy tym na składy i można się po prosty „dorobić” trądziku kosmetycznego. Dobrze jest więc w przypadku jakichkolwiek problemów z cerą zminimalizować ilość stosowanych produktów, bo nie zawsze więcej znaczy lepiej.


Nawilżanie, złuszczanie, retinol i ochrona przeciwsłoneczna, delikatne oczyszczanie- tak można by podsumować ten wpis, kluczowe jest jednak dobranie odpowiednich kosmetyków, dla potrzeb naszej cery i nie trzymanie się jednych produktów, bo niestety wymagania skóry się zmieniają i trzeba do tych zmian dostosować swoją rutynę.


To nie jest „ostatni dzwonek”, żeby zacząć dbać o skórę, bo zawsze warto to robić i nigdy nie jest za późno. To jest po prostu ten moment, kiedy jeśli nie będziemy nic robić, to może to po prostu być widać. Oczywiście liczy się też genetyka (co nie dla wszystkich jest sprawiedliwe niestety, każdy zna osobę „grzeszącą” urodowo z idealną cera) i nawet kształt twarzy np. uchodzący za najbardziej idealny owal starzeje się najszybciej, bo po takim kształcie najbardziej widać utratę tkanki tłuszczowej.

 

Mam nadzieję, że dla kogoś ten wpis okaże się przydatny, w przyszłości planuję też zrobić takie wpisy o innych "grupach wiekowych".

Pozdrawiam :)


3 stycznia 2021

Mini denko-czyli pozbywam się resztek z 2020 roku

 



 Witajcie

Nowy rok już mamy, więc pora wyrzucić śmieci z poprzedniego, uzbierało mi się tylko kilka zużyć, ale chcę mieć czyste denkowe konto na ten nowy 2021 rok. :D Tym razem są to głównie lakiery, bo zrobiłam w nich małe porządki. :)

 

 

Lakier Revolution, w takim złoto zielonym kolorze, nie używałam go często, ale lubiłam, bo do pełnego krycia wystarczała jedna warstwa, więc był fajny do nałożenia na szybko.
Lovely Matte Top Coat- spełniał swoją rolę i dawał naprawdę matowe wykończenie, jednak przekonałam się, że nie jest dla mnie, bo prawie po niego nie sięgałam. Jednak, jeśli ktoś takie matowe wykończenie, to polecam :) 

Wibo drobinkowy lakier- kilka razy użyłam. Lubię lakiery tej marki.

 

 

Lakier czerwony ORLY- nie polubiłam dość szybko odpryskiwał

Miss Sporty kobaltowy metaliczny lakier- użyłam tylko kilka razy, bo to nietypowy kolor i sporo przeleżał, wiec już pora wyrzucić. Nie wiem, czy nie kupię ponownie, bo kolor naprawdę się wyróżnia.

Miss Sporty bezbarwny lakier, który parę razy używałam jako top, wiec przestał być bezbarwny :D 

 


 

Tusz Organic Wear Physicians Formuła Najgorszy tusz, jaki kiedykolwiek miałam. Kupiłam sugerując się jego pozytywną opinią na YT. Po wypróbowaniu miałam wrażenie, że jest dosłownie wyschnięty, bo szczoteczka nic prawie nie nabierała, a co za ty  na rzęsach nie było nic widać. Zdziwiło mnie to bo tusz był zapakowany w kartonik i zaklejony. Jednak po tym poczytałam więcej opinii w internecie i okazało się, ż tusz tak po prostu ma, że wygląda jakby go było za mało w opakowaniu. Jest tylko dla fanek mega naturalnego makijażu, nie dla mnie, ja wolę mieć podkreślone rzęsy jednak trochę mocniej.

 

 

Iwostin Solecrin kojąca pianka z D-pantenolem To moja druga pianka z D-pantenolem, tamta poprzednia była innej marki, ale mam z nimi ten sam problem niesamowicie mnie podrażniają, żałuję, że nie pamiętam marki poprzedniej, bo bym sobie chętnie porównała składy, co to może być, bo zakładam, że to chyba dodatek musi być a nie substancja czynna. To niby kojąca pianka,ale dla mnie ma zupełnie przeciwne działanie.

Bielenda hydro esencja z bioaktywną wodą cytrusową- lubię ten produkt, taki leciutki nawilżacz na lato solo a na chłodniejsze miesiące pod krem


 

Isana kremowy żel pod prysznic jogurtowo owocowy- mega przyjemnie owocowo pachnie.

Bielenda płyn micelarny jarmuż i burak podrażniała mnie pod oczami  że tam przede wszystkim potrzebuję używać płynu micelarnego, to prostu się jej pozbyłam.



 
Only Bio Szampon micelarny bardzo delikatny szampon co jest plusem i minusem bo, dość krótko jednak utrzymywał świeżość włosów, jest tak delikatny, że z nim musiałam myć głowę codziennie.


I to tyle z moich ostatnich zużyć w minionym roku. Jak wyglądają Wasze ostatnie denka?

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku :)

link

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Follow this blog with bloglovin

Follow on Bloglovin